Korona Kielce - Arka Gdynia 1:2
bramki: Jacek Kiełb 2 - Lubomir Lubenov 26, Adrian Mrowiec 89 (k)
Korona: Cierzniak - Paknys, Markiewicz, Hernani, Mijajlović, Kiełb, Wilk, Vuković, Edson (62, Konon), Edi (84, Cichos), Gajtkowski (62, Sobolewski)
Arka: Bledzewski - Kowalski (60, Wilczyński), Szmatiuk, Siebert (19, Płotka), Bednarek, Budziński, Mrowiec, Ława, Lubenov, Wachowicz, Sakaliev (73, Labukas)
żółte kartki: Edi 40', Hernani 86' - Płotka 39', Sakaliew 41'
czerwone kartki: Paknys 88'
Spotkanie przebiegało pod dyktando Korony. Kieleccy piłkarze grali bardziej dojrzale i dużo dokładniej wymieniali między sobą piłkę, chociaż w decydujących momentach brakowało im zimnej krwi. Arka ograniczała się jedynie do nielicznych kontrataków. W kilku sytuacjach kapitalnie zachował się Andrzej Bledzewski, który ratował Arkę z niewiarygodnych opresji i śmiało można rzec, że to właśnie Bledza jest bohaterem tego spotkania. Zaczęło się bardzo niedobrze. Edi wystawił piłkę do Jacka Kiełba i młody pomocnik Korony już w 2 minucie płaskim strzałem w długi róg wyprowadził gospodarzy na prowadzenie. W 26 minucie Lubenov znalazł się w bliźniaczo podobnej sytuacji do tej z końcowych minut spotkania z Polonią Warszawa. Tym razem bułgarski pomocnik wykonał jeden mniej. Uderzył w dłuzwód gi róg. Po drodze interweniował jeszcze Radosław Cierzniak, jednak piłka wpadła do bramki. Do końca spotkania przeważała Korona, która miała kilka naprawdę kapitalnych okazji na zdobycie gola. W 88 minucie wysoko wybitą futbolówkę przejął przy linii pola karnego Szmatiuk. Ruszył do przodu i został podcięty przez Paknysa. Sędzia nie wahał się i przyznał rzut karny Arce oraz pokazał zasłużoną czerwoną kartkę obrońcy Korony. Pewnym egzekutorem jedenastki okazał się Adrian Mrowiec. Mecz zakończył się bardzo szczęśliwie. Żółto-Niebiescy wracają do Gdyni z pewnością z dobrymi humorami, a nam pozostaje liczyć na podobne zdobycze punktowe w dwóch meczach u siebie.