Arka Gdynia - Zagłębie Lubin 0:2 (0:1)
Arka: Bledzewski - Kowalski, Szmatiuk, Siebert, Bednarek - Lubenov (46' Wilczyński), Budziński, Ława, Bożok (83' Labukas) – Trytko, Tshibamba.
Zagłębie: Isailovic – Bartczak, Stasiak, Reina, Nhamoinesu – Hanzel, Bartczak, Ekwueme, Błąd (63' Kędziora) – Micanski (90' Woźniak), Traore.
Bramki: Micanski 35 (k)’, 73’
Żółte kartki: G.Bartczak
Sędziował: Szymon Marciniak (Płock)
Mecz rozpoczęło zagłębie. Traore podał piłkę do... Joela. W 3 minucie spotkania futbolówkę w pole karne Zagłębia dośrodkował Bożok. Obrońcy wybili głową jednak zdecydowanie za krótko. Z pierwszej piłki uderzył Ława, jej tor zmienił jeszcze Trytko i w konsekwencji trafiła ona w słupek. 2 minuty później Lubenov ładnie zabrał piłkę Reinie, jednak jego wyłożenie do Trytki wybili obrońcy. Już w pierwszych 10 minutach zarysowała się duża optyczna przewaga Żółto-Niebieskich oraz wszystkich zebranych na trybunie prasowej zaczął irytować niezwykle nieporadny Lubenov. W 11 minucie w pole karne groźnie zacentrował Hanzel. Traore przyjął sobie piłkę, jednak ta odskoczyła na tyle, aby Bledzewski mógł ją złapać. Arkowcy szybko skontrowali i prostopadłe podanie Tshibamby prawie padło łupem Trytki. Prawie, bo szybszy był Isailović. Po tej sytuacji tempo meczu jednak trochę siadło. Obydwa zespoły starały się dosyć nieporadnie skonstruować jakąś akcję. W 19 minucie piłkę w środku pola na rzecz Hanzela stracił Tshibamba. Micanski pognał skrzydłem i wyłożył piłkę na 20 metr. Uderzył znów Hanzel. Mierzone w okienko uderzenie okazało się być minimalnie niecelne. W 24 minucie z autu rozpoczynał Kowalski. Joel ładnie przydłużył piłkę do Trytki jednak ten nienajlepiej trafił w futbolówkę. Minutę później z kapitalnej strony pokazał się Budziński. Najpierw poradził sobie z dwoma rywalami. Rozegrał klepę z Przemkiem, minął jeszcze jednego przeciwnika i mając przed sobą praktycznie tylko Isailovića strzelił pół metra obok słupka. W 33 sędzie nie zauważył ręki Traore w polu karnym. Ten uderzył po długim rogu minimalnie niecelnie. W 34 minucie kontrowersyjną decyzję podjął sędzia. Wydaje się jednak, że Szmatiuk przeszkodził Hanzelowi nie na tyle, aby gwizdać „11”. Pewnie wykorzystał ją Micanski. Warto odnotować, że piłkę w tej akcji stracił nie kto inny, jak Lubenov. W 38 minucie pierwszy raz dobrze zachował się Bułgar. Ładna akcja indywidualna zakończona podaniem do Tshibamby. 3 na 3. Joel strzelił sam. Isailović piłkę odbił, jednak do dobitki nikt nie był chętny. W 43 po rzucie rożnym głową uderzył Traore. Bledzewski piłkę zatrzymał dopiero na linii.
Pierwsza połowa była słaba. W Gdyni było zimno, jednak nieliczną publiczność rozgrzewał wyjątkowo nieudanymi zagraniami Lubenov. Druga połowa zapowiadała się na zimniejszą, bo Lubenova zastąpił Wilczyński. Wojtek ma jednak opatrunek na lewym udzie.
Nie minęło 20 sekund a już mogło być 0:2. Micanski jednak za długo zwlekał z dograniem. 48 minuta i ewidentna ręka polu karnym Zagłebia. Po strzale głową Trytki interweniował nieprzepisowo Reina. Gwizdek milczał. 53 popychany w polu karnym Trytki. Znów cicho. Warto odnotować, że sędzia dzisiejszego meczu to Szymon Marciniak z Płocka. 4 minuty później głową uderzył Tshibamba, jednak piłka poleciała w środek i Isailović nie miał kłopotów z tym, żeby ją wybić. Kiedy upłynął dokładnie kwadrans od rozpoczęcia drugiej części meczu znów podawać mógł Tshibamba, jednak strzelił i Arka dostała tylko rzut rożny. To było nasze 5 minut. Napierw sędzia nie odgwizdał rzutu wolnego pośredniego po zbyt wysoko uniesionej nodze, a chwile potem Joel w sytuacji sam na sam, choć trudnej, trafił w boczną siatkę. 64 minuta. 100-procentowa sytuacja dla nas. Bednarek dośrodkował do Trytki. Przemek świetnie uderzył i Isailović kapitalnie w powietrzu obronił. Po podaniu Ekwueme Micanski był zupełnie sam na naszej lewej flance i strzałem po długim rogu zdobył drugą bramkę. Powtórka z rozrywki – w kolejnym meczu 2 bramki bułgarskiego napastnika. Warto zapytać gdzie był w tej sytuacji chyba zbyt mało ambitnie wracający Bednarek? Od tego momentu psychika naszych kopaczy znów siadła. Nieporadnie starali się rozgrywać piłkę w ataku pozycyjnym, narażając się przy tym na groźne kontry. Pierwsza, niewymuszona zmiana (Lubenov grał w tym meczu chyba przez przypadek) została przeprowadzona dopiero w 83 minucie. Dlaczego tak późno? W końcówce Bledzewski 3 razy uratował nas jeszcze przed powtórką z meczu z Ruchu.
Jak się okazuje, sztuczna murawa bardziej sprzyja gościom niż gospodarzom. Zagłębie dzisiaj nie wygrało meczu. To Arka go przegrała. Co z tego, że wygrywamy z Wisłą, skoro przegrywamy dużo ważniejszy mecz z sąsiadującym w tabeli zepsołem Zagłebia? Co z tego, że stwarzamy sytuacje i brakuje skuteczności, skoro w piłce nożnej chodzi o to, żeby strzelić więcej bramek niż przeciwnik? A przed nami lepsza Cracovia i Polonia na wyjeździe. Może, paradoksalnie, lepiej, że ten mecz z Polonią będzie na wyjeździe? Póki co, smutna prawda jest taka, że dwie najsłabsze drużyny to Piast i Arka. I one spadną, jeżeli nic się nie zmieni.